Prządka Tokarczuk
MONIKA TALARCZYK
Czy to jest możliwe: pogodzić gusta czytelników i krytyki? Snuć opowieść, kiedy wszystko zostało już napisane, a w czytelnikach nie ma naiwnej wiary w literaturę? Oldze Tokarczuk to się udało.
Szczelnie wypełniona Sala Czerwona poznańskiego Pałacu Działyńskich świadczyła w czwartek o popularności tej młodej pisarki, autorki m.in. "EE", "Prawieku i innych czasów". Zaś słowo wstępne, które wygłosił Piotr Śliwiński, utwierdza w przekonaniu, że "na autorce >>Prawieku<< spoczywa honor polskiej prozy".
Odnalezione drzwi
Mityczny urok pisarstwa Olgi Tokarczuk sprawia, że krytycy stają się na powrót czytelnikami. Piotr Śliwiński przyznał: - Czytając jej powieści, zamieniamy się w chłopców, którzy niecierpliwie czekają, co będzie dalej, będąc jednocześnie zadowoleni z miejsca, w którym się znajdują. Ewa Kraskowska, badacz literatury, mówiła z kolei: - Czytając "Dom dzienny, dom nocny", marzyłam, żeby się nigdy nie skończył.
Ciepło emanujące z Olgi Tokarczuk, dojrzała mądrość i wrażliwość w odbieraniu sygnałów metafizycznej podszewki rzeczywistości sprawiają, że i jej czytelnicy odradzają się w - przypomnianym lekturą - cyklu życia: narodziny, młodość, dojrzałość, starość, śmierć.
Czytelnicy przybyli na Czwartek Literacki różnie wyobrażali sobie autorkę, która ma dostęp do archetypów. Jedna z czytelniczek podejrzewała, że te mądre historie pisze starszy, dojrzały mężczyzna. - Czy starsi mężczyźni mają monopol na znajomość życia? - pytała pisarka.
Źródło, z którego czerpie Tokarczuk, to jednak nie potocznie rozumiana znajomość życia, lecz jungowska zbiorowa nieświadomość. Tworzyć - to dla tej autorki "podłączyć się do subiektywnej zbiorowej psyche i prząść". Zaliczona przez Przemysława Czaplińskiego do kręgu rzemieślników we współczesnej prozie polskiej, pisarka odpowiadała: - Tak, jestem wyrobnikiem, rzemieślnikiem, który znalazł do niej (subiektywnej psyche) drzwi, wchodzi, wynosi, przynosi. A że jest to jeden, ten sam zbiór - nie martwi ją, iż niektóre wątki ze swoich powieści znajduje u innych autorów. - Tematy podróżują po świecie jak nasiona dmuchawca - mówiła.
Patrząc ze szczytu
Zapytana o swoje pierwsze fascynacje książkowe, Tokarczuk odpowiedziała, że była to encyklopedia. - Księga, w której jest wszystko. Jeden z czytelników obecnych na sali odkrył jej artystyczne pokrewieństwo z Brunonem Schulzem. Twierdził, że podobnie jak mieszkaniec przedwojennego Drohobycza, Tokarczuk słucha głosów prowincji i poszukuje Księgi - oryginału, opisu Universum, który objaśniłby sens. - Mam ogromną potrzebę porządku - odpowiedziała pisarka.
Starość i śmierć jej nie martwią. - Patrząc ze szczytowego punktu życia, wieku średniego, widzi się więcej. Rozkład wydaje się równie fascynujący co stawanie się, bo oba są tym samym, odwrotną stroną procesu, powrotem do początku - mówiła. Optymistycznie i stoicko komentowała także katastroficzne przeczucia końca wieku, upadek kultury. Emanowała pogodą ducha, poczuciem humoru.
Naturalnie feministka
Kobiecość świata powieści Tokarczuk sprowokowała pytanie o jej stosunek do feminizmu. - Jest dobry - odpowiedziała. - Dla mnie to jest naturalne, że kobieta nieco wykształcona nie może mieć do niego negatywnego stosunku. Feminizm jest naturalną refleksją kobiety, która ma zwyczaj refleksji w ogóle nad światem. Uważam się za feministkę, ale nie mam temperamentu do walki. Nie jestem Amazonką.
Pisarka zmęczona była powtarzającym się na spotkaniach z czytelnikami pytaniem o to, co w jej książkach jest zmyślone, a co prawdziwe. Poczuła ciężar odpowiedzialności dopiero, gdy usłyszała pytanie: - Przepraszam, że znowu zapytam, co prawdziwe, a co zmyślone, ale podyktowane to jest względami bezpieczeństwa. Czy przepis na tort z muchomora jest prawdziwy?
To, co czytelników Olgi Tokarczuk najbardziej intryguje, to, jak myślę, oczywiście nie przepisy na przyrządzenie muchomora - ale pytanie o prawdziwość lub zmyślenie sensu świata, którym nas ona tak skutecznie czaruje.
GW Poznań nr 118, wydanie pop z dnia 22/05/1999 - 23/05/1999 KULTURA, str. 7